Są dwa sposoby odnoszenia sukcesów w życiu...
 Oceń wpis
   

 

Są dwa sposoby odnoszenia sukcesów w życiu: albo dzięki własnej pracowitości, albo przez głupotę innych.

Jean de La Bruyere

Dlaczego kiedy jedni się bogacą, inni tracą pieniądze? Zgodnie z powiedzeniem Jeana de La Bruyere, bogacimy się w wyniku własnej pracowitości, albo przez głupotę innych. I wiele jest w tym prawdy. Po zakupieniu telewizora, którego proces opisałem wcześniej, nadszedł czas aby zakupić kino domowe. W końcu żyjemy w czasach multimedialnej rozrywki (ach ten społeczny dowód słuszności), do tego jeszcze 3D!

Bez wchodzenia w szczegóły dotyczących parametrów kina, udałem się do wyspecjalizowanych sklepów, w których, na co bardzo liczyłem, spotkam kompetentnych sprzedawców, którzy doradzą mi (co za naiwność) jaki zestaw kina domowego powinienem uwzględnić. Audiofilem nie jestem, uważam się za konsumenta dźwięku, lubię grać na konsoli, oglądać wybuchowe filmy, słucham (legalnych) MP3.

Chodzę od sklepu do sklepu, generalnie zawracam sprzedawcom cztery litery. To się czuję, kiedy sprzedawca chce nam pomóc a kiedy ma coś ważniejszego do zrobienia. Każdy z tym się zgodzi, nawet sprzedawcy o których tutaj piszę i serdecznie ich pozdrawiam. Tak, tak Panowie, Wy też jesteście obsługiwani i też wyczuwacie, kiedy zawracacie komuś d*pę. Tak chodząc, a w zasadzie jeżdżąc od sklepu do sklepu trafiłem do wyspecjalizowanego sklepu audio, w którym można zakupić sprzęt audio wyłącznie jednej marki. Wszedłem, przywitałem się i przedstawiłem swój dylemat, tzn. że audiofilem nie jestem, uważam się za konsumenta dźwięku, lubię grać na konsoli, oglądać wybuchowe filmy i słucham MP3. Określiłem wielkość pomieszczenia w którym oddaje się hedonistycznej rozrywce multimedialnej. Pan, który mnie obsługiwał, popatrzył na mnie i zaproponował od razu zakupienie zestawu, co ciekawe najtańszego z oferty danej marki. Znając się praktycznie na technikach sprzedaży już czułem, że będzie kanał. Zaczęcie sprzedaży od najniższej możliwej półki to strzał w kolano sprzedawcy. Bez włączenia odpowiedniego kontrastu w głowie kupującego, trudno będzie podnosić budżet, dlatego warto jest zacząć z wysokiego C i obniżać budżet, sugerując tańsze rozwiązania i widzieć ulgę jaką odczuwa kupujący. Do tego tzw upselling, a może frytki do tego, czyli okablowanie i dodatki tym bardziej będzie utrudniony, kiedy sprzedaż rozgrywamy z niskiego pułapu. Po tej zagrywce ze strony sprzedawcy, nadal niezniechęcony parłem do przodu. Żeby nie kupować kota w worku, zasugerowałem odsłuch sprzętu. Odsłuch na miejscu nie był możliwy, ale padła propozycja aby się na taki odsłuch umówić. Nie wiem ile czasu zajmuje podpięcie kilku kabli, zasugerowałem, że mam czas i mogę podejść za kilkadziesiąt minut, ale pan sprzedawca stwierdził, że teraz nie ma takiej możliwości i że zaprasza mnie za dwa dni. Ponieważ termin mi zupełnie nie pasował, umówiliśmy się po 2 tygodniach. Tak, już biblijnie zostało potwierdzone, że cierpliwość to cnota!

Na dwa dni przed umówionym terminem przechodziłem koło sklepu, w którym byłem umówiony na odsłuch najtańszego z możliwych zestawów. Ku mojej radości, zobaczyłem w sklepie dawnego znajomego, który sprawiał wrażenie, że w tym sklepie pracuje. Zagadałem do niego, przypomniałem okoliczności naszego spotkania przed laty, którym było prowadzone przez mnie szkolenie z zakresu technik sprzedaży i przedstawiłem mój dylemat. Powiedziałem również, że za dwa dni będę tutaj odsłuchiwał taki a taki zestaw kina domowego. Mój znajomy skrzywił się nieco i zasugerował inne rozwiązanie. Odczułem ulgę, intuicyjnie czując, że trafiam w ręce kogoś kompetentnego. Znajomy zaproponował pracownikowi ze sklepu, aby dla kontrastu przygotował inny zestaw, zdecydowanie droższy względem najtańszego ale w akceptowalnym dla mnie budżecie. Ucieszony takim obrotem sprawy nie mogłem się doczekać dnia odsłuchu. Miała na mnie czekać przygotowana konsola z jakąś grą, a ja ze swojej strony miałem przynieść koncert zarejestrowany w formacie 5.1 na BluRay.  Znajomy mnie pożegnał, wręczył swoją wizytówkę i uzupełnił informację faktem takim, że on w tym sklepie nie pracuje ale chętnie służy pomocą.

Po dwóch dniach rozentuzjazmowany przybyłem na odsłuch. Zostałem powściągliwie przywitany, co już źle wróżyło całej sprawie. Wszedłem do sali do odsłuchu, rozsiadłem się i czekałem aż wszystkie kable zostaną podłączone. Kwestie braku przygotowania ze strony sklepu pominąłem milczeniem. Miałem czas i jeszcze dobry humor, więc rozgardiasz wcale mnie nie irytował. Kiedy wszystko zostało podłączone, obsługujący mnie sprzedawca wręczył mi pilota i gasząc światło opuścił mnie, zostawiając samego w ciemnym pomieszczeniu, które powoli zaczęło wypełniać się dźwiękiem. Pierwsze wrażenie podczas odsłuchu było słabe, dźwięk był płaski, za dużo tzw. środka, za mało wyseparowywanych górnych i dolnych częstotliwości. Zacząłem się bawić pilotem, ale niczego nie byłem w stanie zmienić, a do tego zauważyłem, że uruchamiam inne zestawy, a ten który odsłuchuje brzmi niewzruszony moimi próbami ingerencji w otaczający mnie dźwięk. Wstałem, przedarłem się przez wytłumiającą kotarę i poprosiłem panów z obsługi sklepu o pomoc. No i tu zaczyna się tragedia w trzech aktach, ponieważ zacząłem znów zawracać komuś cztery litery. Poprosiłem o zmianę źródła dźwięku, sugerując, że może to wina mojej płyty, że może koncert jest słabo zarejestrowany. Pan rozłożył bezradnie ręce, mówiąc że on nie ma niczego alternatywnego. Konsola też nie było gotowa, żadnej gry nie mogłem usłyszeć. Na pocieszenie dostałem do odsłuchu jakieś CD z hitami znanej piosenkarki.

Polecany mi najtańszy zestaw grał, zgodnie z moimi przewidywaniami słabo. Niestety jak coś jest najtańsze to nie może dorównywać jakością wyższym półkom. Odsłuch tego był czystą stratą czasu, ale nie miałem tego za złe. W końcu czekał na mnie alternatywny zestaw, mieszczący się w moim budżecie. Pan Sprzedawca szybko podpiął kable, zgasił światło i ponownie pozostawił mnie w objęciach ciemności, i już wspaniale słyszalnego i odczuwanego dźwięku. Rozradowany tym co czuję i co słyszę rozsiadłem się wygodnie w fotelu i oddałem przyjemności słuchania. Po 3 minutach wiedziałem, że to jest to! Znów zwróciłem się do pana z obsługi i zacząłem wypytywać o tzw technikalia. Pan sprzedawca, zauważył z pewnością mój entuzjazm, co i mnie ucieszyło, ponieważ jego stosunek do mnie wyraźnie się zmienił. Z powściągliwego człowieka stał się rozmowny, a nawet przyjacielski. Rozentuzjazmowany całą sytuacją będąc pod wrażeniem tego, że za chwilę złożę zamówienie na fajnie grający sprzęt zadałem pytanie o cenę zestawu. I tu zaczyna się akt drugi mojej tragedii. Przypominam, że interesowało mnie zakupienie kina domowego w wersji 5.1, czyli pięć głośników, 1 subwoofer. Pan spokojnie poinformował mnie, że zestaw, który zrobił na mnie wrażenie, składający się ze wzmacniacza oraz dwóch kolumn, kosztuje kwotę XXX, która dokładnie stanowi pięciokrotność kwoty za najtańszy zestaw. Emocja powstała w moim mózgu dokonała takiego spustoszenia, że przez chwilę musiałem zebrać myśli, i w jakimś niezrozumiałym dla mnie odruchu zadałem pytanie o resztę głośników, czyli brakujące 4. Zostałem poinformowany, że będę musiał dopłacić jeszcze 40%, co w całości stanowiło siedmiokrotność najtańszego zestawu.

Czułem się wydymany, ale do końca grałem swoją grę, udając rzekome zainteresowanie zestawem. Cóż innego mi pozostawało. Decyzję, że mnie nie stać podjął mój mózg gadzi. Reszta mózgu robiła swoje – czyli ratowała moją autoprezentację. Byłem przygotowany na dwukrotność ceny najtańszego zestawu ale siedmiokrotny budżet nie wchodził w grę. Przez myśl mi przeszło aby zadzwonić do mojego znajomego i podzielić się wrażeniami. Tylko po co? Przecież już nie chciałem robić z nimi interesów. I to nie chodziło o budżet, tylko o sposób w jaki zostałem potraktowany przez sprzedawcę, który żyję dzięki temu, że klienci w tym sklepie zostawiają pieniądze. Inaczej się umawiałem, a inaczej zostałem potraktowany. Bądź co bądź byłem w tym salonie trzy razy. Byłem umówiony na odsłuch najtańszego zestawu, na co się zgodziłem ale dzięki znajomemu miał być przygotowany zestaw alternatywny, droższy ale w akceptowalnym dla stron budżecie. Dziwi mnie takie podejście do mnie jako klienta. Sprzedawcy mnie kojarzyli, i widzieli, że nie traktuje sprawy lekko - na zasadzie nudzi mi się kuźwa, to wymyślę wam zajęcie!

Na moje szczęście żyjemy w czasach Internetu, for dyskusyjnych, porównywarek cenowych. Niekompetencja i lenistwo panów z wyspecjalizowanego sklepu zachęciła mnie do spędzenia kilku godzin na forach, gdzie poczytałem o różnych zestawach kin domowych, skompletowałem co było mi potrzebne i cieszę się rewelacyjnym dla mnie dźwiękiem podczas grania w ulubione gry.Moje emocje i chęć posiadania kina domowego nie były dla sprzedawcy żadnym źródłem cennych informacji. Były jedynie powodem do zawracania mu czterech liter, które był w stanie ruszyć o ile wyczuł, że może zarobić na mnie taaaaaaakąąąąą kasę. Niestety przestrzelił. A co ciekawe, dla porównania podejścia do klienta, wspomnę tylko krótko, kiedy byłem na prezentacji nowego samochodu z marki premium, gdzie pan sprzedawca mając przed sobą grupę totalnie przypadkowych osób, z wielkim entuzjazmem przedstawiał nową klasę auta i bardzo chętnie odpowiadał na pytania. Profesjonalizm? Z całą pewnością. Przecież to, że klient teraz nie kupi tego samochodu nie oznacza, że emocja związana z prezentacją nie udzieli mu się za jakiś czas. Ale to już inna historia, na inny wpis.

Tak, tak. Są dwa sposoby odnoszenia sukcesów w życiu: albo dzięki własnej pracowitości, albo przez głupotę innych.

Komentarze (6)
Emocje w życiu / biznesie /... Mentalność negocjacyjna
O mnie
Tomasz Piotr Sidewicz - Redaktor Naczelny
Jesteś na stronie archiwum z lat 2010-2014 czasopisma "Wiedza To Władza", zarejestrowanego w Sądzie Okręgowym w Łodzi, pod numerem 1430.
Najnowsze komentarze
2014-09-07 12:50
duzamasa:
Handlowcu! Sprzedawaj albo giń!
To rozwinę problem, który mnie interesuje. Najczęściej sprzedawcy "wyczekują", aż u klienta[...]
2014-09-01 13:03
TPS:
Handlowcu! Sprzedawaj albo giń!
Niestety, ale nie przypominam sobie żadnych książek traktujących o strategiach challengera.[...]
2014-08-24 16:09
duzamasa:
Handlowcu! Sprzedawaj albo giń!
A czy zna Pan może jakieś książki rozwijające temat strategii "Challanger"-a? Głównie chodzi mi[...]
2014-02-14 11:03
TPS:
Badanie pisma w biznesie - J.D. Rockefeller
Analiza pisma wymaga pokory i olbrzymiej wiedzy oraz doświadczenia. Pomijając efekt[...]
2013-12-29 22:46
Łysienie:
Badanie pisma w biznesie - J.D. Rockefeller
Nigdy nie byłem przekonany o tym, że po piśmie można "poznać" człowieka, ale możliwe, że dobry[...]
2013-12-22 01:22
wokol.dziecka:
Dojrzałość emocjonalna w biznesie
Wesołych świąt! :)